2018

„Nie ma jak u mamy” Magdalena Witkiewicz

Kiedy ktoś mnie pyta, od czego zacząć przygodę z książkami Magdaleny Witkiewicz, zawsze powtarzam, że od Milaczka. To zabawna, ciepła, wzruszająca i pełna barwnych postaci powieść, która jest też debiutem mojej ulubionej pisarki.

Każdy, kto pokochał Milenkę, Bachora i genialną Zofię Kruk, sięgnął po Panny roztropne i Szczęście pachnące wanilią. W tych książkach poznaliśmy kolejne losy wykreowanych przez Magdalenę Witkiewicz postaci. I aż trudno uwierzyć, że właśnie mija 10 lat, od kiedy pisarka wymyśliła Milaczka! I z tej okazji, my czytelnicy, dostaliśmy prezent. I to jaki! Dalsze losy Milenki, która wraca po dziesięciu latach. Pamiętamy zakompleksioną dziewczynę, która nieustannie jest na diecie i szuka miłości, czekając na księcia z bajki, a spotykamy Milenkę, która jest żoną i matką i właśnie przeżywa… kryzys wieku średniego! Tak przynajmniej widzi to jej mąż Jacek! A może to on przeżywa taki kryzys?

Milenka 10 lat później, to żona Jacka, macocha Bachora i mama dwójki dzieci – Franka i Poli. Dnie rozpoczynała od wygibasów przed telewizorem albo od biegania po metemblewskich lasach. Specjalnie na te treningi zaopatrzyła się w różowe bluzki i kolorowe legginsy, bo kiedy się ćwiczy, to przecież też trzeba pięknie wyglądać. Kiedy mimo trudu, waga pokazywała nie to, co chciała zobaczyć Milenka, od razu nachodziły ją myśli jaka to jest nieszczęśliwa… A kiedy jest się nieszczęśliwym, to uszczęśliwić mogą tylko lody o smaku słonego karmelu.

Jednak powieść Nie ma jak u mamy nie jest tylko opowieścią o Milence i jej rodzinie.

Magdalena Witkiewicz jest niekwestionowaną mistrzynią w tworzeniu kobiecych postaci. Każda z czytelniczek, choć raz w jej książkach znalazła kawałek siebie, swojego życia. Ja sama nie raz miałam wrażenie, że pisarka opisuje to, co ja sama już przeżyłam i czułam się tak, jakbym czytała własną historię.

W tej książce oprócz Milenki spotykamy jeszcze trzy inne, zupełnie różne kobiety. Każda z nich wiedzie zupełnie inne życie, problemy jednej mają się nijak do problemów drugiej. Mimo że są tak różne, to jednak tak do siebie podobne.

Aniela, Edyta i Kamila. Trzy różne kobiety, które szukały swojej drogi do szczęścia i spełnienia.

Aniela, poharatana przez życie matka, Kamila, która chciała jej to życie pokolorować i Edyta, która mając wszystko, gdzieś po drodze zgubiła coś, czego chyba sama nazwać nie potrafiła. Kiedy do tych trzech kobiet dodamy jeszcze cudownego Milaczka, to mamy kwartet doskonały. Te cztery kobiety razem wzięte mają taką siłę, że poradzą sobie ze wszystkim! Bo przecież w kupie siła!

Jeżeli los kładzie na naszej drodze jakieś kłody, to w zasadzie po to, byśmy umieli sobie z nimi poradzić.

A jeśli dodamy do tego Bachora, który wyrósł na 17-letnią pannę? I która pomysły ma jeszcze lepsze, niż kiedy była małym Bachorem? To już nastolatka, młoda kobieta, która jak coś wymyśli i wykombinuje, to nic dobrego z tego nie może wyniknąć.

To już nie był blondwłosy Bachor, który mu siadał na kolanach. To była kobieta. Trochę jeszcze niedorosła, ale jednak kobieta.

Mamy też tu naszą ukochaną, cudowną, przezabawną Zofię Kruk – królową manipulacji, ale manipulacji tylko w słusznej sprawie, ma się rozumieć. 🙂 Jak ona coś wymyśli… W parze z Zofią Kruk mamy też Stasiulka, który poranki spędza na leżaku pod kocem, z pyszną kawą, którą w tajemnicy przez Zofią słodzi miodem.

Nie ma jak u mamy, to dla nas czytelników cudowny powrót do przeszłości, spotkanie z ukochanymi bohaterami. Jest to ciepła, pełna miłości, nadziei i wiary w lepsze jutro powieść, która ogrzeje nas w jesienne wieczory. Powieści Magdaleny Witkiewicz mają właśnie taką siłę – ogrzewają niczym kubek z herbatą, czy ciepły koc.

Za to kocham autorkę i zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne jej powieści. Jeśli tak jak ja, pokochaliście Milaczka od pierwszego spotkania, to musicie sięgnąć po nową powieść Magdaleny Witkiewicz. Nie ma jak u mamy to powieść, którą z serdecznie polecam Wam na jesienne wieczory.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję pisarce Magdalenie Witkiewicz.

7 komentarze o recenzji “„Nie ma jak u mamy” Magdalena Witkiewicz”

  1. Po takiej recenzji książka wskakuje na podium w kategorii „jesienne musthewy?”. Będzie z pewnością cudnym czasoumilaczem na jeden z jesiennych wieczorów, bo znając pióro Magdaleny, na więcej lektury nie starczy ?

  2. A ja myślę, że książki Magdaleny Witkiewicz reklamują się same w sobie, ale właściwa recenzja, właściwej osoby sprawia, że człowiek ma jeszcze większą ochotę się za nie zabierać ???

  3. Wiele Nas laczy… jestem matka dwojki dzieci i w dodatku Franka, lody o smaku slonego karmelu, poranne wygibasy w kolorowych leginsach, no i ta waga…wiecznie nie ta upragniona…;-)
    Z ogromna przyjemnoscia siegne po ksiazke, aby dowiedziec sie, ze to nie MY przechodzimy kryzys wieku sredniego tylko nasi mezowie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.